Wywiad z Marcinem Małeckim, instruktorem Tai Chi i samoobrony w szkole Add-vantage

Z Marcinem Małeckim, o jego renomowanej szkole samoobrony Add-vantage oraz o tym, jak taki kurs wygląda rozmawiał Kamil Kuchta.

„Realna sytuacja nigdy nie przypomina sytuacji na ringu. W realnej sytuacji: nie ma sędziego, zasad, przerw ani kategorii wagowych. Napastnik zwykle jest cięższy, większy i lepiej wysportowany. Rację ma – niestety – tylko ten, kto na końcu stoi”. ~ Marcin Małecki

Z Marcinem Małeckim, o jego renomowanej szkole samoobrony Add-vantage oraz o tym, jak taki kurs wygląda rozmawiał Kamil Kuchta.


Kamil Kuchta: Kto powinien pomyśleć o kursie samoobrony?

Marcin Małecki: Trzy rodzaje osób. Po pierwsze kobiety, które chcą czuć się bezpiecznie wracając wieczorem do domu. Po drugie mężczyźni, którzy chcą mieć poczucie kontroli w ewentualnej groźnej sytuacji. Po trzecie osoby, które chcą uprawiać sport, ale chciałyby też by ten sport dawał im jakieś realne umiejętności. Należy pamiętać, że kobieta nie jest w stanie uciec przed typowym dwudziestoparoletnim napastnikiem. Pamięta pan lekcje WFu ze szkoły? Dziewczyny miały zawsze niższe normy w biegach na 100 metrów, w rzucaniu kulą czy w sprincie. Jeszcze gorsze szanse mają osoby, które na co dzień nie ćwiczą żadnego sportu. Jedyne co się stanie w sytuacji, gdy spróbujemy uciekać to to, że po przebiegnięciu kilkuset metrów zostaniemy dogonieni przez rozwścieczonego naszą ucieczką napastnika. Zawsze mówię swoim uczniom: jeśli chcesz uciekać musisz mieć dokładny plan: maksimum kilkadziesiąt metrów do oświetlonego miejsca, w którym są ludzie – na przykład czynnego sklepu. Ale co zrobisz gdy takiego miejsca w okolicy nie ma?

Mężczyźni natomiast przeceniają swoje możliwości – sądząc,  że ćwicząc jakiś sport są w stanie obronić siebie lub swoją ukochaną w trudnej sytuacji. Tymczasem realna sytuacja na ulicy to nie film akcji. Musisz znać nieprzepisowe zagrania, musisz panować nad emocjami, które cię obezwładnią w realnie zagrażającej sytuacji, musisz – w ostateczności – umieć negocjować z napastnikiem. Tego wszystkiego uczymy na zajęciach.

K.K:Od czego zacząć?

M. Małecki: Hmm… to jednocześnie łatwe i trudne pytanie. Z jednej strony od niczego. Po prostu musisz przyjść na zajęcia i zacząć ćwiczyć. Nie trzeba do tego żadnych przygotowań ani specjalnego sprzętu. Trampki i dres wystarczą.
Z drugiej strony, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nikt jeszcze nie nauczył się dobrej samoobrony w weekend. Taka nauka wymaga czasu i systematyczności. Jeśli to posiadasz to droga przed tobą otwarta.

K.K: Z jakich technik korzystacie planując trening ?

M. Małecki: Łączymy najskuteczniejsze elementy znanych i sprawdzonych sztuk walki: Kung Fu, Jujutsu i Aikido. Taki mieszany system (MMA) daje najlepszą skuteczność i szeroki wachlarz możliwości. Odrzuciliśmy wszelkie nieskuteczne i akrobatyczne techniki. Dodaliśmy do tego elementy psychologii w zagrażającej sytuacji oraz podstawy prawa dotyczące obrony koniecznej i tak powstał styl Tai Combat.

Wiele szkół uczy uderzania po twarzy, obrotowych kopnięć lub nierealnych obron przed nożem. A w ilu szkołach pracuje się z umiejętnością obniżania stresu, który – pomimo naszych umiejętności – może nas sparaliżować w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia? Techniki, których uczymy w naszej szkole w ogóle nie mają nic wspólnego ze SPORTAMI walki ani z ringiem bo realna sytuacja nigdy nie przypomina sytuacji na ringu. W realnej sytuacji:. nie ma sędziego, zasad, przerw ani kategorii wagowych. Napastnik zwykle jest cięższy, większy i lepiej wysportowany. Rację ma – niestety – tylko ten, kto na końcu stoi. Więcej. W wielu przypadkach można uniknąć bijatyki jeśli zostało się wcześniej przygotowanym do odpowiedniej rozmowy z napastnikiem lub do tego by honor nie przesłaniał nam tego co ważne. Czasem lepiej stracić telefon niż zdrowie lub życie.

90% groźnych sytuacji przytrafia się mężczyznom nie na ulicy, a w barze z podchmielonymi i urażonymi naszym zachowaniem napastnikami. W której szkole uczą nas jak wygasić emocje takiego napastnika? To samo dotyczy kobiet. Ponad 75% gwałtów powodowanych jest przez znane im osoby – często podchmielone i rozochocone ich zachowaniem – a nie przez obcych sprawców. Rozmawiał pan kiedyś z kimś, kto jest pijany? Wie pan, jak trudno go do czegoś przekonać? Jestem doktorem psychologii. Znam te mechanizmy i wiem, jak można przekierować uwagę takich osób i wygasić ich emocje. I uczę tego swoich uczniów.

K.K: Co to jest Tai Chi?

M. Małecki: Tai Chi to przede wszystkim styl Kung Fu. Syl Yang, styl Chen czy styl Wu to tak zwane wewnętrzne style Kung Fu pochodzące z góry Wudang (w odróżnieniu od tych z klasztoru Shaolin). Wiem, że w powszechnej świadomości Tai Chi kojarzy się z gimnastyką dla starszych osób – i tak też jest ćwiczone, bo praktyczni Chińczycy odkryli w Tai Chi aspekty zdrowotne. Ale pierwotnie Tai Chi było stylem kung fu – i to bardzo skutecznym. Są w Tai Chi uderzenia w witalne punkty, które potrafią wyeliminować napastnika po jednym uderzeniu – to nie mit. Nie mówię tu o jakiś wymyślnych technikach typu uderzenie siedemnastu palców mistrza Pai Mei. Nie. Wystarczy dobre technicznie kopnięcie kolanem w podbrzusze. Trzeba pamiętać że w XVII wiecznych Chinach władza nie docierała wszędzie. Ten, kto nie potrafił się obronić albo ginął, albo tracił cały swój dobytek. Stąd style tai chi są tak skuteczne.

K.K: Na ile umiejętności zdobyte na sali treningowej, w różnych sportach walki przydają się w samoobronie?

M.Małecki: Niestety na niewiele. Powiem więcej. Tak zwane „sporty walki” mogą wyrobić w nas złe nawyki – całkowicie „przeciwskuteczne” w realnej sytuacji. Proszę sobie wyobrazić boks: uderzanie prawym prostym by zdobyć punkty? Teakwondo: obrotowe kopnięcia? To wszystko techniki przydatne na ringu w bezpiecznej sytuacji pod okiem sędziego – gdy błąd nie kosztuje nas życia lub zdrowia i w sytuacji gdy nasz przeciwnik został dobrany dla nas pod względem wagi i umiejętności.

Nic z tego nie ma miejsca w realnej sytuacji. Tu przeciwnik jest zwykle znacznie lepiej przygotowany, lepiej radzący sobie z emocjami (robił to już wiele razy i ma psychikę przestępcy) i prawdopodobnie jest silniejszy od nas. Techniki z ringu nie zdadzą egzaminu lub wręcz mogą nam zaszkodzić.
Musisz nauczyć się, jak przede wszystkim oszczędzać oddech, dbać o swoje bezpieczeństwo i jak stosować techniki, które są naprawdę skuteczne. Musisz też umieć wydostać się spod przygniatającego się do ziemi, o wiele cięższego do ciebie napastnika. Musisz wreszcie znać tak zwane „nieprzepisowe techniki”.
Tylko dobre, mieszane systemy samoobrony dają takie umiejętności. I na koniec: musisz wiedzieć ile ci wolno – by po wszystkim nie pójść do więzienia.

K.K: Reklamujecie się jako najlepsza szkoła samoobrony w Warszawie? Dlaczego powinienem wybrać akurat Add-vantage?

M. Małecki: Nie. Nie reklamujemy się. Jesteśmy tak oceniani. Jeśli wejdzie pan w opinie na Google, dotyczące naszej szkoły, zobaczy pan, że WSZYSTKIE są maksymalnie pozytywne, pięciogwiazdkowe. I tylko dlatego mam śmiałość mówić, że jesteśmy najlepszą szkołą. 98% ludzi, którzy do mnie przychodzą już zostaje. Reszta odpada z powodów rodzinnych, życiowych czy osobistych. To chyba coś mówi.

Jako psycholog wiem co to bezpośredni feedback i uczenie w pozytywnej atmosferze. Poświęcam każdemu uczniowi maksimum uwagi. Nigdy nie traktuję ich jako grupy. Daję im zarówno przestrzeń jak i bezpośrednie zachęty i uwagi. Do tego gdy robimy pokaz Tai Combat lub Tai Chi ludzie są pod ogromnym wrażeniem naszych możliwości. Niedawno zrobiliśmy pokaz realnej walki w zaprzyjaźnionej szkole kung fu. Na czas pokazu wszyscy zamilkli. Pełna kontrola napastnika, miękkość, wykorzystanie jego inercji, przejmowanie kontroli, no i oczywiście same techniki – to wszystko pokazali moi uczniowie, którzy w szkole ćwiczą już kilka lat.

K.K: Skąd cała ta wiedza i doświadczenie? 

M. Małecki: Mam obecnie 45 lat. Moje doświadczenie w sztukach walki to jakieś 40 lat. Zaczynałem od Judo zdobywając nagrody w lokalnych zawodach. Potem było Aikido – 13 lat, włączając w to Kashima Kenjutsu pod okiem mistrza Inaby Minoru W Meji Jingu W Tokio. A następnie Tai Chi – ponad dwadzieścia lat ćwiczeń – w tym w samych Chinach i pod okiem Mistrza Liu Penga. Sztuki walki to moje życie. Tak, jak niektórzy mają talent do śpiewu i są profesjonalnymi wokalistami tak ja czuję swoje ciało. Gdzieś w mózgu mam nadmiar połączeń, które sprawiają, że myślę ciałem. Gdy uczniowie pytają mnie o jakiś szczegół techniki często muszę zapytać „eksperta”, czyli mojego ciała. Jedni rodzą się po to, by śpiewać, inni by być sportowcami, a ja po prostu kocham sztuki walki.


Marcin Małecki to nauczyciel bezpośredniej linii przekazu Mistrza Tai Chi Chuan, Liu Yun Penga – dwukrotnego mistrza Chin w san da (otwartej walce). Wieloletni praktyk Tai Chi Chuan, Aikido i Qigong.

Wykop!

1 Komentarz do - Wywiad z Marcinem Małeckim, instruktorem Tai Chi i samoobrony w szkole Add-vantage

  1. Coś niesamowitego. Muszę rzec, że ciut zazdroszczę Wam takiej jazdy i tych widoków. Szkoda, że już nie będę mogła jeździć na motorze jako pasażer oczywiście . Mimo to z chęcią pozwiedzam z Wami świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.




*