Niewykorzystany urlop sposobem na duże pieniądze?

Wysocy urzędnicy samorządowi mogą liczyć na wiele przywilejów. Z jednego z nich korzystają dość chętnie i często – z ekwiwalentu za niewykorzystanego urlopu. Za 28 dni niewykorzystanego urlopu wójtowie, burmistrzowie czy starostowie mogą liczyć nawet na 14 tysięcy złotych „zadośćuczynienia”. W województwie łódzkim wypłacenie ekwiwalentu za niewykorzystany urlop zdarza się niezwykle często.

Zgodnie z prawem dni urlopowe z poprzedniego roku należy wykorzystać do końca września bieżącego roku. Jednak, gdy ustaje stosunek pracy, to w takim przypadku należy się danej osoby ekwiwalent pieniężny. Najczęściej do wpłaty ekwiwalentu dochodzi za niewybrane dni robocze w roku wyborczym, w którym oprócz swoich nominalnych obowiązków zarządcy gmin czy powiatów przygotowują się także do kampanii wyborcze. Z tego powodu zwykle nie robią sobie urlopów i gdy przegrywają, czyli ustaje ich stosunek pracy z urzędem, mogą liczyć na solidny dodatek do oprawy, który może niekiedy wynieść nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Czy nie wybieranie dni urlopowych, to tylko kwestia zbyt wielu obowiązków i podchodzenie do nich naprawdę poważnie? Niekiedy ciężko nie mieć podejrzeń, że część wyższych urzędników samorządowych specjalnie „chomikuje” swoje dni urlopowe by później otrzymać dodatkowe pieniądze. Czasami jednak to wina zaniedbań urzędników, tak jak w przypadku wójta gminy Aleksandrów w powiecie piotrkowskim, gdzie Dionizy Głowacki za 32 dni niewybranego urlopu otrzymał 10 tysięcy złotych. Urzędnicy nie przypomnieli wójtowi o tym terminie i sami nie dopilnowali wybrania dni urlopowych, stąd wypłata ekwiwalentu.

W samej Łodzi w latach 2014-2015 do wypłacenia ekwiwalentu doszło dwa razy. W pierwszym przypadku chodziło o wiceprezydenta Radosława Stępnia, który otrzymał fotel wiceprezesa Banku Gospodarstwa Krajowego i zrezygnował ze swojego stawiska. W związku z ustaniem stosunku pracy i pozostaniem 7 dni urlopowych Radosław Stępień otrzymał 4,5 tysiąca złotych. Z kolei Agnieszka Nowak, którą rok później odwołano ze stanowiska wiceprezydenta otrzymała ponad 7 tysięcy złotych. Kwota ta była ekwiwalentem za 11 dni urlopowych.

O ile w samej Łodzi tych przypadków nie ma zbyt wiele, to już w okolicznych gminach i powiatach jest ich o wiele więcej. Dwie wysokie kwoty zostały wypłacone w gminie Łęki Szlacheckie. Wojciech Błaszczyk, który przegrał wybory na wójta miał za 2013 i 2014 rok aż 28 dni niewykorzystanego urlopu, co przełoży się na ponad 12,5 tysiąca złotych ekwiwalentu. Wraz z wójtem z urzędu odeszła także Anna Sobczyk – skarbnik gminy, która nie wykorzystała 24 dni urlopowych i w zamian otrzymała 7,6 tysiąca złotych. W gminie Grabica przegrywający wybory w 2014 r. były już wójt Edward Wójcik miał 9 dni zaległego urlopu i otrzymał 5 tysięcy złotych. W Radomsku była prezydent Anna Milczanowska zamieniając swój gabinet na sejmowe ławy otrzymała ponad 8 tysięcy złotych. Zaś były wicestarosta powiatu piotrowskiego uzbierał aż 31 dni urlopowych i za ich niewykorzystanie otrzymał ekwiwalent w wysokości aż ponad 14 tysięcy złotych.

Trzeba pamiętać, że Państwowa Inspekcja Pracy może nałożyć karę na urząd, w którym ze względu na zaniechania czy „chomikowania” dni urlopowych dojdzie do wypłaty ekwiwalentów urlopowych. O ile w wyżej wspomnianych przypadkach do nałożenia kary nie doszło, a najbliżej otrzymania kary była gmina Aleksandrów. Kara od PIP-u nie ominęła jednak Tomaszowa, gdzie starosta oraz członkowie zarządu w sposób ewidentny „chomikowali” dni urlopowe. Były starosta Piotr Kagankiewicz uzbierał na swoim koncie aż 75 dni (odpowiednio: 23 dni w 2012, 26 dni w 2013 i 26 dni w 2014), co mogło się przełożyć na kilkadziesiąt tysięcy złotych ekwiwalentu.

Państwowa Inspekcja Pracy już zapowiedziała, że zwiększy ilość kontroli i będzie szczegółowiej przyglądała się sytuacji z dniami urlopowymi, tak aby nie sprawiły one problemów przed kolejnymi wyborami samorządowymi.

Wykop!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.




*