Bombowy paraliż

Seria alarmów bombowych, jaka przetoczył się w ostatnich tygodniach przez Polskę, w dużej mierze dotknęła Górny Śląsk. Fałszywe zawiadomienia paraliżują instytucje publiczne i są bardzo kosztowne, ze względu na podejmowane przez służby interwencje. Kiedy skończy się ten psychologiczny terror?

Fałszywe alarmy przypadają na okres wzmożonego zagrożenia w całej Europie. W ostatnich miesiącach n Stary Kontynent dostało się bardzo dużo ludności napływowej z Azji oraz Afryki. Wśród nich najprawdopodobniej (zapowiadali to sami przywódcy tak zwanego ISIS) wiele osób związanych z organizacjami terrorystycznymi. Wszyscy mają też w pamięci ostatnie zamachy, jakich muzułmańscy ekstremiści dokonali w Paryżu. Z tych i kilku innych powodów w Europie panuje niepokojąc atmosfera i poczucie strachu. Oczywiście w Polsce nie jest pod tym względem tak źle jak, jak na zachodzie kontynentu, jednak ktoś wyraźnie wykorzystuje sytuację. Zwłaszcza, że nasz kraj czeka organizacja szczytu NATO w Warszawie oraz Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. W związku z oboma wydarzeniami, w przestrzeni publicznej pojawiają się liczne głosy o próbach dokonania zamachu na terenie Rzeczpospolitej. Ryzyko jest bardzo niskie, jednak liczne przykłady i komentarze działają na wyobraźnie. W połowie czerwca dokonano też masakry w jednym z nocnych klubów w USA. Muzułmanin afgańskiego pochodzenia zastrzelił pond 50 osób.

W kwestii zagrożenia jakimś atakiem w ostatnim czasie najgłośniej było o Wrocławiu, gdzie student zostawił w autobusie bombę własnej produkcji. Ostatecznie została ranna jedna osoba, a sprawcę ujęto po kilku dniach. Sugeruje się, że wcześniej szantażował on władze miast, grożąc właśnie zamachem, jeśli nie urzędnicy nie przekażą mu odpowiedniej ilości złota. Stąd też kojarzono z tym mężczyzną fałszywe alarmy w stolicy Dolnego Śląska.

Jednak to w Katowicach i okolicach było ich znacznie więcej. Pod koniec maja oraz na początku czerwca seria zawiadomień o podłożeniu ładunków wybuchowych sparaliżowała centra kilku miast na Górnym Śląsku, uniemożliwiła pracę instytucjom publicznym i wywołała strach wśród mieszkańców. Całość wyglądała na zaplanowane działanie.

Pierwsze alarmy podniesione zostały 30 maja. Wtedy do licznych instytucji trafiły maile z informacjami o podłożeniu ładunków wybuchowych, m. in. z sarinem. Ewakuowano budynek TVP Katowice, zaś służby sprawdziły i przeszukały Urząd Celny, Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad a także centrum handlowe Silesium City Center. Nigdzie nie znaleziono żadnej bomby, jednak każde takie zawiadomienie musi być poważnie potraktowane.

8 czerwca „atak” był już skomasowany. Najpierw dobiegła do nas informacja o ewakuacji Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, a niedługo po tym o zagrożeniu wybuchem na lotnisku Pyrzowice. Zawiadomienia o podłożeniu ładunków wybuchowych dotarły tego dnia również do Zawiadomienia o ładunku wybuchowym dotarły do m.in. Izby Obrachunkowej na ulicy Grabowej, Urzędu Skarbowego na ulicy Paderewskiego, Żwirki i Wigury, Izby Skarbowej na ulicy Damrota, Urzędu Celnego na ulicy Słonecznej i Sądu Apelacyjnego na Korfantego. Ale to nie był koniec. Na nogi postawione zostały również służby w Bytomiu, Mysłowicach, Rudzie Śląskiej, Tarnowskich Górach, Gliwicach, Pszczynie oraz Sosnowcu i Rybniku (tylko w ostatnim z tych miast alarmów było aż 11). Dotyczyły one głównie

sądów, ale również i innych budynków mieszczących instytucje użyteczności publicznej. W krótkim czasie sparaliżowano wiele urzędów, a także postawiono na nogi straż pożarną, policję, pogotowie ratunkowe, gazowe czy elektryczne. Z pewnością osoby, które w tym momencie potrzebowały realnej pomocy, dłużej czekały na odpowiednią jednostkę. Ogromne są również koszty każdej interwencji, choć nie zostały one jeszcze ustalone.

Cała sytuacja powoduje, że mieszkańcy żyją w strachu, a każde niepokojące zdarzenie jest zgłaszane na policję. Służby zostały postawione na nogi po tym jak w Katowicach 38-latek zostawił na ulicy Sienkiewicza torbę. Ktoś poinformował o tym dyżurnego straży miejskiej i niedługo po tym pirotechnicy byli już na miejscu. Okazało się, że w pakunku znajduje się laptop, jego właściciel samo po niego wrócił. Twierdził, że zapomniał zabrać torby. Ostatecznie został zatrzymany, bo posiadał przy sobie marihuanę.

Cała sytuacja powoduje masę spekulacji. Poczynając od głupich zabaw, po domysły, że ktoś testuje działanie służb przed tak ważnymi wydarzeniami w Polsce w tym roku. Niektórzy opozycyjni politycy czy komentatorzy życia politycznego podsuwają też tezę, że to może być działanie Prawa i Sprawiedliwości, które w ten sposób chce zyskać akceptację dla wprowadzenia tak zwanej ustawy antyterrorystycznej. To wszystko na razie pozostaje jednak wyłącznie w sferze domysłów. Krąży również hipoteza, że to testowanie naszego kraju w kontekście ewentualnego ataku cybernetycznego. Takie działania na arenie międzynarodowej prowadzone są coraz częściej, a wiele z nich inspirowanych przez Kreml.

Nadal też nie złapano żadnego ze sprawców, co powoduje wrażenie bezkarności. A za fałszywy alarm bombowy grozi nawet do 8 lat więzienia. Trudno natomiast dokładnie zmierzyć konsekwencje, jakie wywołały zagrożenia z przełomu maja i czerwca. Miejmy tylko nadzieję, że nie powtórzą się one w najbliższym czasie.

Wykop!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.




*